Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

September 04 2011

konik
21:34
Mam pewien sekret.

Za każdym razem kiedy dostaję paczkę Lentilków, czuję się zmuszony aby kontynuować ich piękno i siłę. Od dawna do dziś prowadzę pojedynki Lentilków.

Biorę 2 cukierki pomiędzy kciuk i palec wskazujący i lewej i prawej ręki i naciskam dopóki jeden z nich nie pęknie. To właśnie jest przegrany. Zjadam natychmiast tego gorszego. Zwycięzca przechodzi dalej. Odkryłem że brązowe i czerwone są generalnie najsilniejsze. Pewnie barwniki, chociaż te genetycznie najnowsze - niebieskie - okazują się najczęściej najsłabsze. Wydaję mi się że nie przetrwają długo w dzisiejszym świecie walki, konsumpcjonizmu i doskonałych cukierków.

Czasami znajduję mutanta, Lentilka który jest zniekształcony, zbyt chudy lub spiczasty. W prawie 100 procentach to okazuje się być ich wadą i przegrywają na początku. Jednak czasami, to daje im dodatkową siłę. Tak jak w życiu. Chyba w ten sposób Lentilki adaptują się do środowiska.

Kiedy dochodzę do końca paczki, zostaje jeden, najsilniejszy ze stada. Z racji że nie byłoby sensu go zjadać i marnować jego potencjału, pakuję go dokładnie w folię bąbelkową, następnie w kopertę i wysyłam na Szturmową 2 w Warszawie - siedzibę Nestle Polska, razem z małą, prostą kartką w kratkę: "Proszę, użyjcie go do rozmnażania."

Niedawno odpisali, z podziękowaniami i darmową paczką Lentilków. To chyba nagroda?. W ten weekend odbędzie się wielki turniej. Z setek przetestowanych, tylko 1 zostanie Wielkim Mistrzem Lentilków.

Tylko jeden.
Reposted byplSenyiasemyazzazbroogrgZuldzinKabriolettaDeborahCurtisollbamboochatales-of-a-librarianmoi-coccinelleanarchistycznychrabaszcztentegojagnakolorowokeebojoannnakaatzimtpandotreeyeahmonikiamchangingadamskiTUVimbarte9lordofdragonsspinggwin

August 13 2011

konik
10:54

Papieska copypasta


Kiedyś pociąg, którym jechał wykładowca KUL-u, ksiądz Karol Wojtyła, spóźnił się.

Czekający na egzamin studenci – wobec braku egzaminatora – rozeszli się. Pozostał tylko jeden ksiądz, który nie znał Wojtyły – nie chodził na jego wykłady, a do egzaminu przygotowywał się z pożyczonych notatek.

Po dwóch godzinach wpadł niewiele starszy od zdającego, zziajany Wojtyła. Ksiądz – student, ucieszony, że nie będzie zdawał sam, zapytał:

– Stary, ty też na egzamin?
– Na egzamin – przytaknął ksiądz Wojtyła.
– Facet się spóźnia, wszyscy się rozeszli, a ja czekam, bo muszę zdawać dzisiaj – wyjaśnił student.
– A co, nie znasz Wojtyły? – zapytał nowo przybyły.
– Nie, to podobno nudny facet, nie chodziłem na jego wykłady, mówili, że abstrakcyjne i bardzo trudne – tłumaczył student.

Od słowa do słowa rozmowa przekształciła się w… powtórkę materiału. Wojtyła pytał, słuchał i tak jasno tłumaczył zawiłe problemy filozoficzne, że student powiedział w pewnym momencie:

– Stary, jaki ty jesteś obkuty! Proszę cię, kiedy przyjdzie ksiądz profesor, nie wchodź przede mną na egzamin, bo po tobie na pewno obleję.

Jakież było jego przerażenie, kiedy usłyszał:

– Daj indeks, jestem Wojtyła.

Ksiądz zdał na czwórkę z plusem – wspomina ówczesna studentka, Krystyna Sajdok – a KUL-owska młodzież, która powtarzała sobie tę opowieść, zapałała do profesora Wojtyły wielką sympatią.
Reposted byplMissMurderzycienakrawedzichybanieejzekoszmarekprosiaczekknecromancerthenatussambajeKabriolettalongvomitingbufrepostedfromglorstineinsanedreamermizukaorestesgaolindziadziodzwiedziuzlewkizpolewkidzonyheroine88bztnawylotranemamparenthesessunrisewalerijamynameisredmilalorilanspolacytodebileJaanis93

January 23 2011

konik
22:37
Witam was drodzy koledzy. Zrobiłem coś, czego bardzo żałuję i wolałbym aby to się nigdy nie zdarzyło. Niestety czasu nie mogę cofnąć - stało się i będę musiał z tym jakoś żyć. Niech chociaż mój przykład posłuży wam za przestrogę. Proszę was tylko o jedno: nie idźcie w moje ślady.

Ale do rzeczy. Choć mam 20 lat, to o świecie wiem nie wiele. Oddzielony o realnego życia szerokopasmowym internetem znałem wiele spraw takimi jakie być powinny a nie jakie był w rzeczywistości. Szczególnie w kwestii kobiet. Otóż dotąd uważałem je za istoty idealne, pełne wdzięku i w ogóle - niemal za nadprzyrodzone. Był jednak mały problem: niektórzy twierdzili, że one
też robią kupę. Wydało mi się to nierealne, zmyślone i po prostu wstrętne tak o nich mówić.

Tu się zaczęła moja tragedia.

Sprawa ta coraz bardziej mnie nurtowała. Nie mogłem spać, jeść ani cieszyć się z internetów. W końcu nastał ten smutny dzień prawdy. Początkowo niczego nie przeczuwałem. Wszystko działo się spontanicznie: po prostu całkowicie bezwiednie ubrałem się i wyszedłem z domu. Bezmyślnie przemierzałem ulice mego miasta, a w mej głowie kołatała się jedna myśl: "Czy one robią kupę"? i w kółko, ciągle od początku te jedno pytanie.

Byłem bliski obłędu i chyba już straciłem nad sobą wszelką kontrolę. Spostrzegłem piękną dziewczynę i zacząłem za nią iść.

Śpieszyła się, więc nie odczuła, że ktoś ją śledzi. Ja śpieszyłem się również - gnał mnie mój obłęd. Po pewnym czasie zobaczyłem, że dochodzimy do jakiegoś uniwersytetu, nawet nie zwróciłem jakiego i czy w ogóle to był
uniwersytet. Byłem jednak pewien, że jestem na ziemi mi obcej - zaludnionej przez studentów. Ja nigdy się nim nie stałem. Ale mój obłęd pchał mnie dalej.
Wszedłem za nią do środka tego przybytku wiedzy. Usłyszałem jak ktoś ją woła, chyba koleżanka: pytała czy idzie zapalić. Ona powiedziała, że tak, tylko zajdzie do szatni i łazienki. Wiedziałem, co zrobię, wiedziałem już wszystko. Jednak to nie byłem wtedy ja. Wiecie nie byłem tym sobą, którym jestem na co dzień. W zasadzie nie wiem kim byłem. Jednak wtedy się to nie liczyło. Pognałem do najbliżej łazienki, tak łazienki damskiej. Los sprzyjał memu obłędowi, gdyż było wcześnie i w pobliżu nie było nikogo kto by mógł mnie powstrzymać.

Wtargnąłem tam i skryłem się w jednej z kabin. Przekręciłem zamek i czekałem.
Przyszła. Wiedziałem że to ona, byłem tego pewien. Zajęła kabinę obok i nastąpił ten straszny moment.

USŁYSZAŁEM JAK ROBI KUPĘ!

A robiła ją dosyć głośno. Jednak mi było mało i tego dowodu. Wspiąłem się na klozet i patrzyłem jak ROBI ZWYCZAJNĄ LUDZKĄ KUPĘ.

Zacząłem wrzeszczeć jak opętany. Ona, uświadomiwszy sobie moją obecność i to, że ją obserwuję, również zaczęła krzyczeć. Wybiegłem z toalety i z tego miejsca zaludnionego studentami. W parku położyłem się pod ławką i płakałem jak małe dziecko.

Teraz wiem, że kobiety, nawet najładniejsze, też robią kupę.
Tags: copypasta chan

September 12 2010

konik
14:37
Osobiście IRL posługuję się wyłącznie zwrotami zaczerpniętymi z chanów. Doszedłem do takiego stopnia zaawansowanie, że opracowałem fonetyczną wymowę trójsiły, zwracam się do każdego per Seba ewentualnie Mati, nie jem śniadania - jem cenzośniadanie. Moje odchody są zawsze takie pieniężne, choć czasem wysram cegłę. Ludziom którzy mnie denerwują pokazuję gdzie jest ich wykop. Popieram Żądłonia gdziekolwiek jestem. Książek nie czytam gdyż są tl;dr. Przeprowadziłem się do piwnicy, fapuję do chińskich bajek. Aralka to moja waifu. Mam wrażenie, że człowiek małpa mnie śledzi, uprzedzam o tym moich znajomych. Kiedy słyszę jak ludzie nazywają się po nazwisku myślę tylko tacy anonimowi... Na święta wysłałem rodzinie zlewy. Tyle bo mam tak bardzo wyjebane.
Reposted bynetcrapplsstefaniaberry-girlskubertlordofdragonss

June 19 2010

konik
14:11
Czy da się udowodnić nieistnienie boga? Rozważmy w tym celu następującą sytuację - wyobraź sobie, że ktoś ci mówi, że po odległej orbicie okołosłonecznej krąży czajniczek - taki mały, pomarańczowy, z Tesco. Czajniczek krąży zbyt daleko i jest zbyt mały, żeby mógł zostać zaobserwowany przez jakiekolwiek teleskopy. Nie znamy jego trajektorii i nie wiemy gdzie poleci, tak więc nie możemy wysłać statku poszukującego czajniczka, bo kosmos jest zajebiście kurwa duży. Nie ma żadnych zdjęć czajniczka, nie ma żadnych filmów, tak naprawdę nie ma o nim żadnych pewnych informacji. Czy wierzysz osobie mówiącej, że taki czajniczek istnieje? Raczej nie, bo to, choć teoretycznie możliwe, jest zbyt niedorzeczne, żeby się tym przejmować.

Zastanówmy się jednak, co się dzieje, jeżeli o czajniczku piszą w bardzo starych książkach, o czajniczku mówi konstytucja twojego kraju, o czajniczku uczą dzieci w państwowych szkołach. Wielka część społeczeństwa raz w tygodniu chodzi do Tesco czcić czajniczek. Ktoś, kto ośmieli się wyrazić myśl, że czajniczek nie istnieje, jest automatycznie etykietkowany jako złoczyńca, bandzior i osobnik aspołeczny. Twoi rodzice mówili ci o czajniczku od małego, słyszałeś, że gdzieś tam w Sudanie, gdzie panowała okropna susza, czajniczek zesłał ludziom cały basen chłodnej herbaty. Znasz sławną historię o tym, jak dwóch alpinistów pewnego razu wchodziło na Mount Everest i w czasie śnieżycy schowali się do jaskini, z której wyjście zostało potem zablokowane czapą lodu - czajniczek uratował ich swoją gorącą parą, roztapiając lód i ratując ich przed pewną śmiercią. Czy w takiej sytuacji ośmieliłbyś się przyznać przed kimkolwiek, że idea pierdolonego czajniczka z Tesco okrążającego słońce jest niedorzeczna?
Reposted byshieepmusialke
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl